Piętnaście lat temu
Jedno
machnięcie różdżką i śmiechy umilkły. Jedno machnięcie i zniknęła radość.
Dolina Godryka znana jako dom słynnego Gryffindora miała stać się sławna z
kolejnego powodu. Makabrycznego morderstwa całej rodziny. Przez okno jednego ze
wspaniałych domów o numerze siedem można było dostrzec wszystkich. Wysokiego
mężczyznę o czarnych włosach i orzechowych tęczówkach, które ukrył za okrągłymi
okularami. Na jego twarzy pojawił się uśmiech, który kierował do stojącej obok
niego małej istotki. Mała dziewczynka o płomienno rudych włosach, które
delikatnie opadały na jasną twarzyczkę, obsypaną niezliczoną dla nikogo ilością
piegów, falowały przy każdym jej ruchu. Tęczówki o barwie ciepłego karmelu
wpatrywały się w mężczyznę, który znając doskonalę swoją czteroletnią pociechę
parsknął serdecznym śmiechem.
-To
jak?- zapytała dźwięcznym głosikiem
-Teraz?-
zapytał James Potter
Na
twarzy dziewczynki pojawił się szeroki uśmiech, a gdy mężczyzna zamknął oczy
szybko uciekła. Biała sukienka, którą miała na sobie cicho falowała, gdy
zniknęła za rogiem. Do salonu, gdzie siedział mężczyzna weszła kobieta o rudych
włosach i wspaniałych zielonych oczach.
-Znów
gracie w chowanego?- zapytała śmiejąc się serdecznie
-Ten
mały potworek nie da mi spokoju. –powiedział James Potter
-Ciekawe
po kim odziedziczyła ten ośli upór?- zaśmiała się Lily Potter
Mężczyzna
wzruszył ramionami i ruszył na poszukiwania schowanej w domu dziewczynki. Lily
weszła po chodach, aby sprawdzić jak miewa się najmłodszy członek rodziny
Potterów. Mały Harry spał słodko w swoim pokoiku na piętrze i nie spodziewał
się nadchodzącego zagrożenia. Drewniana furtka trzasnęła ale dźwięk nie dotarł
do uszu mieszkańców. Na piaszczystej dróżce, która prowadziła do drzwi zostały
ślady stóp dwóch osób, by po chwili została jedna para. Czarnoksiężnik odziany
w czarną jak noc. Zza pazuchy wyjął różdżkę i wymierzył w debowe drzwi od domu
Potterów. Zamek nie stanowił, żadnej przeszkody dla kogoś akiego jak on. Z
Zadowoleniem usłyszał płacz małego dziecka, który dochodził z piętra. Z
trzaskiem zamknął drzwi, a odgłos rozszedł się po całym domu. Z kuchni wybiegł
James Potter z potarganymi włosami i przerażonymi orzechowymi oczami. Patrzył
mordercy w oczy, gdy usłyszał kroki swojej żony.
-Lily,
to on. Bierz dzieciaki i uciekaj. Ja go powstrzymam. –wrzasnął rozpaczliwie
Voldemort
parsknął zimnym niczym lód śmiechem i wsłuchiwał się w odgłosy ucieczki
kobiety. Jego czerwone oczy podążyły za wzrokiem Pana Pottera, który wpatrywał
się w stoliczek w salonie. To właśnie tam, na drewnianym blacie spoczywała różdżka.
-Avada
kedavra.- krzyknął Voldemort
Zielony
promień ugodził Jamesa prosto w pierś i rozświetlił jego twarz. Oczy nagle
stały się puste a ciało bezwładnie upadło na ziemię. Czarnoksiężnik zaśmiał się
lodowato i powoli zmierzał w stronę schodów. Stłumione dźwięki dochodziły z
małego pokoju na samym końcu korytarza. Lily Pottera także nie miała różdżki i
rozpaczliwie próbowała zabarykadować drzwi i ratować swoje dzieci. Tom Riddle
niby od niechcenia podniósł różdżkę i wywarzył drzwi. Lily Potter spojrzała na
stojącą w kącie dziewczynkę ale nie zdołała krzyknąć, aby uciekała. Lord
Voldemort przeniósł wzrok na nią i uśmiechnął się z pogardą. Rudowłosa chwyciła
drewniany klocek i rzuciła w mordercę, który z łatwością odbił zabawkę.
-Ellie, NIE!
UCIEKAJ!!- wrzasnęła Lily Potter, która własnym ciałem osłaniała kojec syna
Elizabeth
Potter jednak nie usłuchała i w jednej chwili została odrzucona na duże lustro.
Krzyk dziecka i kobiety przeszył ciszę. Na białej sukience powstały czerwone
plamy od krwi a z oczu dziecka spłynęły łzy bólu.
-Tylko
nie dzieci!- błagała Lily
-Odsuń
się!
-Błagam tylko
nie oni!
Voldemort
uniósł różdżkę i wymierzył w kobietę.
-Odsuń
się głupia!
-Nie,
błagam. –szlochała
-Avada
kedavra.
Zielone
światło rozświetliło cały pokój i odbiło się w brązowych oczach dziewczynki,
która cicho łapała powietrze. Z przerażeniem patrzyła jak jej matka pada na
ziemię bez życia a Voldemort podchodzi do kojca. Chciała krzyczeć ale głos
uwiązł w jej gardle. Zobaczyła jak zielony promień leci w stronę jej małego
braciszka, a potem nagle zawraca. Morderca krzyknął z bólu i przerażenia, a
potem nagle zniknął. Elizabeth podniosła
się i podeszła do kojca, z ulgą zobaczyła jak Harry spokojnie gaworzy i bawi
się swoimi zabawkami. Mimo bólu jaki przeszywał jej drobne ciało powoli ruszyła
ku wyjściu, aby zawołać pomoc i rzuciła się w ramiona mężczyzny, który stał
przy schodach.
-Harry
żyje. –załkała w jego ramiona
-Chodź
musisz odpocząć. –powiedział skrzekliwym głosem i wyprowadził ją z domu.
Ellie mimo
bólu ruszyła za znajomym mężczyznom, ciągle odwracając się i patrząc na
zrujnowany dom. Cały czas przypominała wujkowi o młodszym bracie, który został
sam w ruinach. Gdy stanęli nad rzeką, która przepływała Dolinę Godryka Ellie
spojrzała na jednego ze swoich wujków.
-Wujku,
a co z Harrym?
Mężczyzna
odwrócił głowę i patrzył na opadające nisko światła, które wyglądały jakby
spadały z nieba. Twarz Ellie rozjaśnił uśmiech, gdy z oddali rozpoznała
motocykl wuja Syriusza.
-Wujek
Syriusz!- krzyknęła wskazując paluszkiem- Wujku Peter patrz!
Mężczyzna
odwrócił się do dziewczynki i mocno złapał ją za ramię. Brązowe oczy dziecka
spoczęły na lewym przedramieniu, gdzie znajdował się Mroczny Znak.
-POMOCY!-
krzyknęła przerażona
Peter
Pettigrew zamachnął się i wrzucił dziecko do wody. Jej krzyk odbił się echem,
wśród dźwięków mrocznej nocy.
Cześć. Interesujący prolog. Jestem ciekawa, co będzie dalej. Obie zaczęłyśmy pisać prawie w tym samym czasie i mam nadzieję, że dotrwamy do końca.
OdpowiedzUsuńŻebym nie zapomniała, dodaję Cię do linków na oddech-dementora.
O ja cież! Szalenie interesujący prolog! Czekam z zapartym tchem na następne rozdziały!
OdpowiedzUsuńPeter to jednak typowa kanalia. Brak szacunku, brak troski nawet o małe, niewinne dzieci. Liczę na to, że jednak komuś uda się uratować małą Ellie.
Dziękuje pięknie za odwiedziny i komentarz na moim blogu! ;)
Pozdrawiam i dodaję do linków,
Eileen
Kolejny blog o siostrze Harry'ego. Ale to nic :).
OdpowiedzUsuńA to drań z tego Petera. Tak potraktować córkę swoich przyjaciół. No ale czy osoba, która ich zdradziła może być nazywana przyjacielem. Raczej nie.
Mam nadzieje, że Syriusz albo ktoś inny uratuje Elizabeth.
Prolog dobry, czekam na następny rozdział.
Pozdrawiam.
http://pieczecie--magii.blogspot.com/
Prolog jednak taki niecodzienny a zarazem znany.
OdpowiedzUsuńMimo że blogów o siostrze Harrego jest mnóstwo postanowiłam przeczytać ten.
Podoba mi się Twój styl i sposób jak piszesz.
Ponieważ ja sama dopiero zaczynam ze swoim opowiadaniem podobnie jak Ty (u mnie zaledwie 4 rozdział) co powiesz na wymianę komentarzy?
Jeśli oczywiście opcja odwiedzania wzajemnie blogów Ciebie interesuje?
Http://niewolnicy-przeznaczenia.blogspot.com
dziękuję za komentarz u mnie. prolog bardzo ciekawy i z przyjemnością poczekam na rozdział pierwszy pod którym będę mogła zostawić dłuższy i treściwszy komentarz.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam i proszę - informuj.