Rozdział 1
Teraźniejszość
14 kwietnia
1996 rok
„Opłakiwać
przeszłość to zaniedbywać teraźniejszość”
Zimno prądów
wodnych otaczało mnie z każdej strony a woda powoli napływała do moich ust.
Machnęłam rękoma i wynurzyłam się na chwilę, by choć nabrać powietrza, które
miało podobną temperaturę co ciecz, w której się topiłam. Z moich ust wypłynął
krzyk, by po chwili zniknąć wraz z moim ciałem tuż pod wodą.
Otworzyłam
przerażona oczy i ujrzałam ciemność, która otaczała mój pokój. Ten koszmar śnił
mi się co noc od piętnastu lat. Za każdym razem, widziałam swojego wuja, gdy
znikał za rogiem i krzyczał w stronę Syriusza Blacka „Jak mogłeś zabić Jamesa i Lily”.
Potem pada to zielone światło a ja znów ląduje pod powierzchnią granatowej
tafli wody. Usiadła i odrzuciłam puchową kołdrę na bok a z moich ust wydobywa
się ciche westchnienie. Mrok, który ogarnia cały pokój znika wraz z machnięciem
różdżki, która spoczywała na mojej szafce nocnej. Błysnęły czerwone ściany i
ciemne meble, które zajmowały małe pomieszczenie w jednym z domów w Dolinie
Godryka. To dom Państwa Montgomerych, którzy przygarnęli mnie do siebie,
doskonale wiedząc kim jestem i jak bardzo narażają przy tym siebie. Bo ile osób
na tym świecie mogło pragnąć mojej śmierci? Tego nie wiem, ale wiem jedno. Nikt
z nich nie wie, że przeżyłam tamtą feralna noc, żyją w błogiej
nieświadomości. Moje stopy dotknęły
zimnej podłogi i szybkim krokiem uchyliłam białą firankę, która całkowicie
zasłaniała moje okno. Naprzeciwko mojego okna znajdowało się inne, to w którym
także paliło się jasne światło. To tam mieszkał chłopak, ktry mnie ocalił. Toby
Smith. Zasłoniłam ponownie okno i usiadła na miękkim łóżku wiedząc, że już nie
zasnę, a do wschodu słońca zostało mi trochę czasu. Biały zegarek, który stał
na półce, był jedynym jasnym elementem w moim pokoju i wskazywał godzinę
czwartą nad ranem. Podciągnęłam kolana pod brodę i skuliłam się czując jak
chłód powoli drażni moją skórę. W końcu zrezygnowana powlekłam się do łazienki,
aby przygotować się do nadchodzącego dnia. Łazienka była przestronnym
pomieszczeniem w kolorze czerni. Białe dywaniki oddzielały moje stopy od
zimnych płytek na podłodze i poprowadziły w stronę wanny, gdzie napuściłam
gorącą wodę. To był mój codzienny rytuał, gdy siadywałam wcześnie rano w wannie
pełnej ciepłej wody i wpatrywałam się w czarne płytki a wokół mnie wznosił się
zapach różanego olejku. Potrafiłam siedzieć tak godzinami lub do czasu pobudki
któregoś z mieszkańców tego domu. Zazwyczaj była to moja przybrana siostra
Spencer, która była także moją najlepszą przyjaciółką. Położyłam dłonie na
chłodnych krawędziach wanny i oparłam wygodniej głowę przymykając oczy. Razem
spędzałyśmy czas i plotkowałyśmy zajadając się fasolkami wszystkich smaków lub
karmelowymi różdżkami, które wręcz ubóstwiałam. Zawsze uśmiechnięta i pełna
energii wysoka dziewczyna o długich i lekko kręconych mahoniowych włosach. Jej
oczy były dużo ciemniejsze ode moich ale skórę miała tak samo bladą. Inną moją
przyjaciółką była Meredith, która także znała o mnie prawdę ale przyrzekła
nikomu nie wygadać. W sumie one dwie i Toby były jedynymi osobami, którym
ufałam bez obaw. Oczywiście nie licząc Państwa Montgomerych, którzy dali mi
dom. Pani Christine Montgomery jest mugolem i pracuje jako psycholog, to ona
nauczyła mnie żyć po śmierci rodziców. Była kobietą o wspaniałym uśmiechu i krótkich
rudo-brązowych włosach, dlatego bez problemu wzięto mnie za jej córkę. Przebywała w domu tylko wieczorami ale nawet
te krótkie chwile, gdy zagadywała mnie przy kolacji lub gdy grałyśmy w karty
dawały mi poczucie normalności, której nie miałam. Jej mąż był poważnym
mężczyznom o brązowych włosach i ciemnych jak nocne niebo oczach, to on w tej
rodzinie był czarodziejem i uczył mnie magii. W odróżnieniu od Spence nie
poszłam do Hogwartu, tylko uczyłam się w domu. Wiedziałam, że mimo twardej jak
skała powłoki Richard Montgomery w chwili mojej słabości podałby mi dłoń. Moje dłonie wpadły z chlupotem do wanny a ja
otworzyłam z przerażeniem oczy. Przez chwilę czułam lodowaty podmuch na szyi.
Wyszłam z wanny i owinęłam się puchowym ręcznikiem, który spoczywał na
wypełnionym po brzegi koszu od brudów. Na boso z mokrymi włosami przemieściłam
się do pokoju, gdzie nagle otworzyło się okno, chłodne, poranne powietrze
musnęło moją rozgrzaną skórę. W tym momencie na ciemnym parapecie usiadło
pierzaste stworzenie, które pohukało radośnie na mój widok. Mocniej złapałam za
ręcznik i podeszłam do zwierzęcia, które miało przywiązane do nóżki lekko
pożółkłą kopertę. Ujęłam ją delikatne i spojrzałam na przód, gdzie ktoś
eleganckim pismem umieścił moje imię i nazwisko. Odłożyłam kopertę na stół i
podeszła do stojącej obok niego szafy. Ta była wypełniona po brzegi ubraniami.
Szybko ubrałam dżinsy i zieloną bluzkę, aby po chwili zbiec po drewnianych
schodach na sam dół. Mały salon, który
znajdował się po mojej prawej stronie był przytulnym pomieszczeniem, gdzie
spędzałam połowę każdego dnia. Czerwona kanapa i inne meble idealnie ze sobą
współgrały. Nawet śpiący na jednym z dwóch foteli czarnych pies idealnie
pasował. Czasem nienawidziłam tej idealności, która panowała tutaj w każdym
miejscu tego domu. Wydawał mi się wtedy taki obcy, zupełnie inny niż ten parę
ulic dalej. Bez ubierania płaszcza wyszłam z domu i piaszczystą dróżką, która
prowadziła w głąb Doliny skierowałam się w stronę widocznych z daleka ruin.
Chłodny wiatr poruszył moje rude pukle, które nieznośnie opadły na twarz.
Szybkim ruchem schowałam je za uchem i stanęłam przed drewnianą furtką, która
prowadziła do mojego starego domu. Wpatrywałam się w milczeniu w te zniszczone
ściany, które odkrywały teraz mój stary pokój, gdzie meble były już pokryte
kurzem. Od lat stawałam tu przed furtką i wpatrywałam się w puste pomieszczenia
czekając, aż z któregoś z nich wyjdzie mój ojciec i powie, aby pomogła mu w
naprawie. Nigdy tak się nie stało. Spojrzałam na drewnianą tabliczkę, która
została tu umieszczona i której tekst znałam na pamięć. „ W tym miejscu nocą 31 października życia stracili Lily i James
Potterowie”. Nikt nie napisał, że walczyli do końca, że chcieli ratować
swoje pociechy. „Ich syn Harry ….”,
mój brat żyje normalnie i ciągle walczy z Voldemortem a Ministerstwo utrudnia
mu to na wszelkie możliwe sposoby. Spojrzałam na jedyną wzmiankę o mnie i
poczułam jak w moich oczach zbierają się łzy. „Ich córka Elizabeth Potter zaginęła tej samej nocy, jej ciało nigdy
nie zostało odnalezione.” Musnęłam palcami miejsca, gdzie ludzie wypisywali
woje myśli, które kierowali ku Harry` emu i mnie.
Harry jesteśmy z
Tobą.
Elizabeth jeśli
słyszysz, wróć do domu.
Ellie, aniołku jesteśmy
z Tobą, nawet jeśli patrzysz teraz z góry.
Ale
pojawił się też nowy napis, którego nigdy wcześniej nie dostrzegłam. Moje oczy
rozwarły się z przerażenia, gdy spojrzałam na krótkie zdanie wypisane
eleganckim pismem.
Wiem, kim jesteś.
M.
Na moim
ciele pojawiła się gęsia skórka, która wcale nie była spowodowana chłodnym
wiatrem. Świat na chwilę się zatrzymał, gdy wpatrywałam się tabliczkę,
usłyszałam trzask gałązki i natychmiast odwróciłam się w tamtym kierunku. Ulice
były puste ale wyraźne odgłosy kroków odbijały się w mojej głowie.
-Jest tu
kto? HALO?!- mój krzyk rozbrzmiał donośnie
Nikt nie
odpowiedział, gdy nagle poczułam czyjeś dłonie na ramionach. Odskoczyłam z
donośnym krzykiem i złapałam się za serce, które szaleńczo biło w mojej klatce
piersiowej.
-Toby?
Zwariowałeś?- zapytałam przerażona
Mój
przyjaciel uniósł wysoko jedna brew a na jego usta wypłynął zawadiacki uśmiech.
Jego ciemnoblond włosy opadały na jasnoniebieskie oczy, które przypominały
pogodne, błękitne niebo.
-Wszystko
w porządku?- zapytał
-Po
prostu mnie przestraszyłeś. –warknęłam wściekle i założyłam ręce na piersi- Co
tutaj robisz?
-Zobaczyłem
Cię przez okno. A co ty tutaj robisz?
-Głupie
pytanie. –prychnęłam
Toby
znał mnie na wylot i potrafił czytać z moich oczu, niczym z otwartej księgi.
Przychodziło mu to z taką łatwością, że z czasem zaczynałam się tego obawiać.
Były chwile, gdy chciałam przed nim coś ukryć, a to była jedna z takich chwil.
-Nie
mnie się przestraszyłaś, prawda?- zapytał
-Pleciesz
bzdury. –powiedziałam szybko i spojrzałam w inną stronę
-Ellie,
co się dzieje?- zapytał unosząc mój podbródek, abym spojrzała na niego
Zrezygnowana
opuściłam ręce i wskazałam na tabliczkę. Toby pochylił się nad nią i przeleciał
wzrokiem po wszystkich zdaniach a potem wzruszył ramionami.
-Na
Merlina Toby, tu. –warknęłam wskazując odpowiednie zdanie
-Spokojnie,
przecież widzę.
-„Wiem,
kim jesteś.” – powtórzyłam z naciskiem, aby lepiej zrozumiał
-Przecież,
to nie musi dotyczyć Ciebie. –westchnął- To może być skierowane do każdego
mieszkańca tej wioski.
Splotłam
ręce na piersiach i ponownie spojrzałam na tabliczkę, która wydała mi się teraz
jakaś mroczna. Niechętnie pokiwałam głową i nieśmiało wygięłam usta w uśmiechu.
-Powiedzmy,
że Ci wierzę. –powiedziałam- Co teraz robimy?
-Możemy
się przejść. –zaproponował podając mi swoje ramię
Zaśmiałam
się serdecznie i wsunęłam swoją rękę pod jego. Powoli ruszyliśmy w stronę
mojego nowego domu, w którym zapewne zaczęła się już poranna krzątanina. Uwielbiałam
te ciche spacery z Toby` m, w czasie których każde z nas zajęte było czymś
innym. Ja martwiłam się o różne sprawy a on zapewne obmyślał kolejny wypad do
Londynu razem z Kevinem. Stanełam przed zielonymi drzwiami do mojego domu,
na których znajdowała się złota cyferka pięć i spojrzałam na Toby` ego.
-Dzięki
za miły spacer. –powtórzyłam to zdanie jak zawsze.
-Nie ma
sprawy.- powiedział i ruszył ku furtce ale zatrzymał się w połowie drogi- Ell,
wiem że trudno Ci w to uwierzyć ale jesteś już bezpieczna.- powiedział
Z trudem
pokiwałam głową i zacisnęłam dłoń na zimnej klamce. Toby powolny krokiem
skierował się w stronę swojego domu i zniknął w jego wnętrzu. Ja także weszłam
do środka i od razu otoczyła mnie fala ciepła i zapachu dżemu truskawkowego.
Potarłam chłodne ramiona i weszła do kuchni, która miała taki dziwny urok.
Wszystkie meble w tym pomieszczeniu zostały wykonane z drewna w ciepłym
odcieniu brązu. Spencer w puchowym, różowym szlafroku siedziała na jednym z
krzeseł i zajadała naleśniki, które były specjalnością Pani Montgomery. Ojciec
Spence siedział naprzeciw niej i czytał Proroka Codziennego, który był jego
ulubionym czasopismem. To była jedyna rzecz, o którą potrafiłam się z nim
pokłócić, od czasu gdy zaczęli wypisywać tam głupoty na temat mojego brata nie
umiała tknąć tego szmatławca. Wojna o gazetę trwała tydzień i zakończyła się
kompromisem, dzięki któremu Richard nie wypowiadał się na temat Harry` ego.
Usiadłam przy stole i spojrzałam na żonę Richarda, która jak zawsze ubrana była
w białą koszulę i czarną spódnicę do kolan.
-Witaj
Ellie. –uśmiechnęła się delikatnie
-Dzień
dobry.- odpowiedziałam grzecznie, choć w oczy rzucała mi się okładka Proroka, gdzie
ropuchowata czarownica uśmiechała się obrzydliwie i stała przed Hogwartem.
-Chcesz
naleśniki?- zapytała Christine, która doskonale zauważyła dokąd powędrował mój
wzrok- Rick, czy mógłbyś nie czytać gazety przy śniadaniu?
Richard
słysząc w głosie żony karcącą nutę, posłusznie odłożył Proroka na blat i zajął
się śniadaniem. Na twarzy Pani Montgomery pojawił się uśmiech samozadowolenia,
gdy położyła talerz przede mną. Tak zaczynał się każdy dzień w domu Państwa
Montgomerych.
Świetne i oryginalne opowiadanie ;) Opowiadanie przypało mi do gustu tym bardziej, że ja także piszę o siostrze Harry'ego ;D Zostaje stałą czytelniczką i wstawiam do linków.
OdpowiedzUsuńPS Znalazłam błąd "poważnym mężczyznom" powinno być mężczyzną ;)
Bardzo fajne i miłe do czytania opowiadania. Zostaję więc stałą czytelniczką i czekam na następne rozdziały.
OdpowiedzUsuńZastanawiam się, co było w liście... I cóż to za M.? i w ogóle bardzo mnie zaintrygowałaś. ;) Czekam na więcej!
Pozdrawiam,
Eileen
Bardzo fajne opowiadanie i rozdział
OdpowiedzUsuńZnalazłam literówkę:
"gdzie ludzie wypisywali woje myśli"
Powinno być swoje, prawda?
Świetne opowiadanie bardzo mnie zaciekawiło więc zostaje stałą czytelniczką.Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział
OdpowiedzUsuńCudnie ;** Już kocham twoje opowiadanie. Bardzo mi się spodobało i już się zaciekawiłam. Z wielka niecierpliwością czekam na następny rozdział.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Sadi
Nominowałam cię do liebster award
OdpowiedzUsuń